Tomasz Wakarecy
Tomasz Wakarecy urodził się 28 lipca 1966 roku w Toruniu. Ma żonę, która jest raczej poważną i w miarę normalną kobietą, dwie lekko postrzelone córeczki i kompletnie zwariowanego psa.
Artysta niedoskonały z dużym poczuciem humoru. Pisze opowiadania i wiersze, do których sam komponuje muzykę. Pod koniec
lat dziewięćdziesiątych skomponował muzykę do sztuk teatralnych Witkacego i Różewicza. Jest autorem zbioru opowiadań pt. "Twórczość debilna czyli niedoskonała". Sa to refleksje emigracyjne na tematy ważne, mniej ważne i zupełnie nieważne. Uważa, że nie powinien udostępniać swojej twórczości szerokiej publiczności, jako że geniusz jego mogą docenić tylko jednostki nieliczne, wybrane i na właściwym poziomie umysłowym, tzn. tak "porąbane" jak sam autor. Gdyby jednak w przyszłosci znalazł się ktoś, komu jego twórczość przypadnie do gustu, to będzie ją w różny sposób rozpowszechniał. Tomaszowi sprawia dużo radości i zadowolenia robienie tego, na co ma ochotę. Oprócz tego jest leniwy i bardzo lubi zajmowac sie rzeczami bezsensownymi, nieproduktywnymi oraz ogólnie głupimi.
Tomasz Wakarecy pochodzi z rodziny o dużych tradycjach muzycznych. Więcej o rodzinie Wakarecych w artykule pt. "U Wakarecych pasja jest rzeczą naturalną" >>>>>>>
Polecamy również uwadze artykuł o tym artyscie na portalu Wiadomosci24.pl>>>>>>
oraz artykuł w 24 Numerze Samego Życia:
Oficjalna strona Tomka: http://tomasz-wakarecy.jimdo.com/
PIOSENKI KABARETOWE I NIE TYLKO
NASZ MAŁY SWIAT
Jestem może troche dziwny, krnąbrny, brzydki i wyrywny.
Ale za to humor mam i na flecie prostym gram.
W domu także mam pianino, piję chętnie dobre wino,
które niekoniecznie drogie, załagodzi każda trwogę.
Jestem również sympatyczny, względem siebie dość krytyczny
i nie rzadko też bojowy, pozytywny - przez co zdrowy.
Bardzo lubię takich ludzi, których w życiu nic nie nudzi,

którzy ciągle coś znajdują - nowych bodźców potrzebują.
Przecież trzeba się ratować, a nie tylko wegetować
oraz bzdury opowiadać, dużą ilość mięsa zjadać.
A następnie z Chipsów worem zasiąść przed telewizorem,
by oglądnąć coś fajnego - raczej bezwartościowego.
Telewizja już od dawna się zrobiła lekkostrawna.
Casting, talkshow i seriale, ogłupiają ludzi stale,
którzy mało czasu mają, więc te rzeczy oglądają.
Ciągle leci coś nowego ludzi otępiającego,
ale nikt nie reaguje tylko dalej konsumuje.
Swiat jest dziwny, świat wariuje - dużo gówna produkuje,
przez co ludzie się zmieniają i to gówno pochłaniają.
PC, auto, demokracja - świat nasz to manipulacja.
Zatem czujny bądź, gotowy, ale przede wszystkim zdrowy,
żeby w razie zagrożenia godnie bronić swego mienia.
CIECHOCINEK
Moi drodzy, dziś nowinka, babcia chce do Ciechocinka,
a własciwie nie wie sama, bo jest niezdecydowana.
- Co ja zrobię, co sie stanie? - stawia co dzień to pytanie.
Dosyć długo marudziła, ale w końcu się zgodziła.
Spakowala swoje rzeczy.... Nie do wiary, znowu beczy!
Znowu snuje rozmyślania i zaczyna swe gdybania:
- Co by było, jak to będzie - myśli nasza babcia wszędzie.
Na cmentarzu czy w kościele - Tego teraz już za wiele -
mówi moja starsza siostra w wypowiedzi dosyć ostra,
lecz Iwona nie chce źle, uspokoić matkę chce.
Czasu mało juz zostało, ale chyba się udało,
bowiem babcia znów gotowa, uśmiechnięta i bojowa
krzyczy teraz nawet: - Hopla, Wojtek, dawaj Opla,
Ciechocinek na mnie czeka, może poznam tam czlowieka,
który ze mna się ożeni i stan mego konta zmieni.
Jakbyś w grudniu, tak dla żartu, przyjechala do Stuttgartu
bardzo byśmy się cieszyli i Cię godnie ugościli.
W karty sobie też pogramy. Zatem mamo. Zapraszamy!
CZTERDZIESTKA
W dniu dzisiejszym moja żona, może troszke przygnębiona,
mimo paru drobnych wad, kończy swe czterdzieści lat.
Czy to dużo czy też mało, zastanowić by się zdało,
przez co nie wiem teraz sam, co jej gratulowac mam.

No to dobra, na początek, zanim znowu zgubię wątek,
chciałbym życzyc Tobie Ewka, chociaż stara to jest śpiewka,
dużo zdrowia i pieniędzy, co byś nie wylądowała w nędzy.
Dużo szczęscia i radości, a z rodzinką cierpliwości;
żebyś piękna zawsze była i sto kilo nie ważyła.
Wybacz kotku, przesadziłem, jednak to zauważyłem.
I nadzieję taką mam, że nie krzykniesz „Wstrętny cham”.
Teraz, na podsumowanie, bo już męczy mnie pisanie
życze, żebys się nie dała, żebyś humor zawsze miała,
abyś zawsze uśmiechnięta, silna, zdrowa, nieugięta
każdy problem rozwiązała i do setki doczekała.
RAP DO SIOSTRY
Nie wiem siostro moja właściwie dlaczego
mam znowu potrzebę napisać coś głupiego?
Nie będę jednak myślał dlaczego tak się dzieje,
bo zanim coś wymyślę, to łeb mi posiwieje.
Pisałaś, że w sobotę spotkałaś nasze ciotki,
które jak przypuszczam robiły potem plotki.
Ja, jak o tym myślę, zaraz mnie coś łupie,
ale z drugiej strony mam to wszystko w dupie.
Nic mnie już nie męczy, mam czyste sumienie
dlatego też mnie wkurza to głupie biadolenie,
że coś tam trzeba zrobić, a może nawet zmienić;
ja, gdy mam ochotę, to się będę lenić!
Pomyślałem sobie w urodziny mamy
Zaimprezujemy, w gingola se damy!
Do imprezy doszło, ale skromnie było
raczej bez pijaństwa się wszystko skończyło.
Choć, jak już wspomniałem libacja dosyć mała,
to jednak w niedzielę główka mnie bolała.
Dobra, teraz skończę te moje głupoty,
bo jutro wcześnie rano idę do roboty
i musze być wyspany, silny, wypoczęty,
aby godnie dożyc do samiuśkiej renty.
Hopsasa, hopsasa -
Tomcio dziś pierdolca ma.
NASZ PIES WIECZOROWA PORA
Wczoraj wieczorem, krótko przed spaniem,
pies nasz zajął się ujadaniem.
Już późno było - nie wypadało,
żeby to bydle dalej szczekało.
Zatem małżonka moja przemiła
naszego pieska uspokoiła
dajac mu jego zabaweczkę,
czyli po prostu - mała piłeczkę.
Psisko piłeczką tak się bawiło,
że się po chwili rozochociło
i do głupotek nas zapraszało,
no bo piłeczka - to juz za mało.
Ponieważ nikt z nas nie reagował

pies do pokoju szybko się schował,
w którym to właśnie ma legowisko-
nasze kochane, debilne psisko.
Nagle słyszymy jakieś mlaskanie
z miejsca, gdzie pies ma swe posłanie.
Zona z kanapy natychmiast wstała
i równocześnie psa zawołała.
Wołanie jednak nic nie zmieniło.
Czyżby się psisko tak obraziło?
Nie moi drodzy, było inaczej.
I to nas zaskoczyło raczej.
Na legowisku nasz zwierzak zdrowy
jadł własnie krem przeciwzmarszczkowy,
który małżonka moja kupiła
i produkt sobie bardzo chwaliła.
To sie zdarzyło wczoraj przed spaniem,
gdy pies nasz zaczął ze szczekaniem.
Jakby ktoś z nas się nim zajmował,
to by on kremu nie skonsumował.

EPILOG
Nie jestem w stanie sam ocenic tego, co piszę. Po prostu siadam
i po paru minutach mam nowy tekst, niekoniecznie
mądry, ale własny. Gdy później, po upływie pewnego czasu
czytam coś takiego raz jeszcze - jestem nieraz bliski rozpaczy, że to
właśnie ja napisałem. Małżonka moja, Ewa, bardzo krytycznie
spogląda na moją aktywność twórczą. Mówi, że jestem debilem
i chyba ma rację. A co wy o tym sądzicie?
Wszelkie komentarze, skargi i zażalenia proszę składać na następujący
adres:
waki@gmx.de

KONIEC






